Nie będzie suspensu. Choć Amiga 1200 według wielu osób była ostatnią nadzieją na uratowanie tonącej firmy Commodore, to wiemy przecież, że komputer ten był spóźniony, za słaby i niekonkurencyjny wobec pecetów, które na początku lat 90. zalewały zachodni rynek. Commodore upadł, ale dziś Amiga 1200 osiąga absurdalne ceny i cieszy się dużym powodzeniem. Ale jak (i po co) powstała?

Po niskobudżetowej Amidze 600, która sprzedawała się nieźle, ale była mocno przestarzała, Commodore potrzebował czegoś zupełnie nowego. Ale tak naprawdę. Ciężko było starym chipsetem ECS konkurować z komputerami PC, które w tamtym czasie coraz częściej miały na pokładzie porządne karty VGA lub nawet SVGA. W 1992 roku pojawiła się zatem Amiga 1200, którą pierwotnie wyceniono na około 400 funtów brytyjskich. Co nowego wnosiła? Przede wszystkim był to zestaw chipów o wspólnej nazwie AGA (trochę na wyrost – Advanced Graphics Architecture). Dzięki niemu, Amiga stała się szybsza i zyskała większe możliwości graficzne. Niewystarczające w tamtym czasie, ale jednak całkiem niezłe. Cóż, Amiga 1200 – gdy patrzymy z perspektywy czasu – sukcesem nie była, ale mimo to maszyna ta okazała się drugim pod względem wielkości sprzedaży komputerem z tej serii. Commodore sporo na niej zarobił, ale niestety nie tyle, by przetrwać i się rozwijać.

Obiecujące początki

Jednak w 1992 w zasadzie niewiele zdarzeń przepowiadało katastrofę, która miała nastąpić kilka lat później. Wtedy Commodore sprzedawał jeszcze 8-bitowego C64 w ostatniej wersji, a łączna liczba sprzedanych „64-ek” dochodziła do 16 milionów! Amiga 500 z kolei nadal była najważniejszym komputerem 16-bitowym. W Polsce właśnie w 1992 roku zaczął się ukazywać Magazyn Amiga, w którym wiele stron poświęcono właśnie „pięćsetce” i innym starszym modelom. U nas w tamtym czasie o drogich Amigach można było najwyżej pomarzyć. Wielu z nas nie stać było nawet na Amigę 500.

Ta ostatnia była zresztą jeszcze wtedy popularna nawet na Zachodzie – jako świetna maszynka do gier. Wprawdzie była już trochę za konkurencją, jeśli wziąć pod uwagę jej możliwości sprzętowe, ale wygrywała uniwersalnością i bazą oprogramowania. A konkurentami Amigi 500 mogły być przecież jedynie konsole do gier takie, jak choćby Super Nintendo. Commodore wiedział oczywiście o niedostatkach starego sprzętu. Na rynek wkroczyły więc, właśnie wtedy, dwie nowe maszyny. Pierwsza z nich była skierowana do świata biznesu. To Amiga 4000, którą można było kupić w wersji z procesorem 68030 lub 68040, aż 6 MB RAM-u oraz wbudowanym twardym dyskiem. Kłopot w tym, że w A4000 zamiast szybkiego interfejsu SCSI znanego z A3000, zastosowano tańsze i wolniejsze IDE. Szkoda.

Drugim z komputerów była nasza bohaterka, czyli Amiga 1200. Miała być następczynią modelu 500, co jest oczywiste. Tyle że był to już komputer 32-bitowy, z procesorem 68020 taktowanym zegarem 14,32 MHz, 2 MB RAM-u na pokładzie i opcjonalnym twardym dyskiem. Przewidziano miejsce na 2,5-calowy napęd pracujący w standardzie IDE, ale oczywiście do środka dało się też wepchnąć tańszy, 3,5-calowy dysk, co w Polsce ochoczo robiliśmy (dziś w wielu A1200 zamiast dysków stosuje się karty Compact Flash, które znakomicie sprawdzają się w roli pamięci masowej).

Graficzne rozczarowanie

Najważniejszym podzespołem w A1200 był jednak chipset AGA. Składał się z wielu układów – tak jak OCS i ECS w starszych modelach – którym nadano miłe dla ucha nazwy, takie jak Alice i Lisa (wyświetlanie obrazu), Gayle (m.in. kontroler IDE), czy też Budgie (kontroler pamięci). A na co pozwalały chipy graficzne? W odróżnieniu od tych poprzedniej generacji, teraz można już było wyświetlać na ekranie jednocześnie 256 kolorów z palety 16,8 mln barw. Tyle że tryb 256-kolorowy działał koszmarnie wolno, np. w porównaniu z pecetami. I jeszcze jeden problem: Commodore, wprowadzając na rynek A1200, totalnie pokpił sprawę. Gry znajdujące się w pakiecie z tym modelem były do bani – nie wykorzystywały jego możliwości, a od strony fabularnej były po prostu nudne. To trochę tak, jakby Sony, zaczynając sprzedaż PlayStation 5, dorzuciło do niej ze dwie przeciętne gry z PS3. Ktoś by się skusił? Raczej nie bardzo.

Problem w tym, że początkowo developerzy byli mocno sceptyczni, jeśli chodzi o wydawanie gier dla A1200. Szykując tytuły wykorzystujące chipset AGA, ograniczaliby sobie przecież bazę klientów. Posiadaczy modelu 1200 nie było jeszcze zbyt wielu, natomiast Amiga 500 stale była rynkowym hitem z milionami maszyn w domach w USA i Europie. W konsekwencji większość gier tworzona była z myślą o A500, a na A1200 wyglądała najwyżej nieznacznie lepiej. Tak, tak, to zjawisko doskonale znamy z połowy lat 80., gdy developerzy z równą ostrożnością podeszli do Sinclaira 128 i jego możliwości muzycznych, czy też Amstradów ze 128 KB RAM-u, albo choćby do Commodore’a 128. W każdym z tych przypadków, każdy czekał, co się stanie, wydając oprogramowanie dla starych sprzętów.

Rynek zauważa nowe możliwości

Dopiero w 1993 roku wszedł na rynek pierwszy tytuł z prawdziwego zdarzenia, przygotowany specjalnie dla chipsetu AGA. To gra Overkill, czyli jeden z wielu klonów popularnego Defendera, ale z doskonałą grafiką, wykorzystującą do maksimum możliwości chipsetu AGA, w tym paletę 16,8 mln barw. Później było już tylko lepiej, szczególnie, że dla A1200 zaczął tworzyć najważniejszy z amigowych developerów, czyli studio Team 17. Powstał więc Alien Breed II, który wprawdzie był dostępny w wersji dla chipsetu OCS, ale to „agowa” wersja była tą podstawową – z kolorową grafiką oraz dopracowanymi obiektami ruchomymi (sprite’y).

Oczywiście A1200 nie można było traktować jako sensownego komputera dla firm. Po pierwsze, początkowo w wersji odpowiedniej do profesjonalnego użytku kosztowała więcej niż szybsze pecety z procesorami 386 lub nawet 486, po drugie jej zamknięta architektura nie sprzyjała zastosowaniom biznesowym. Komputer profesjonalny to raczej ten, który ma osobną obudowę i wydzieloną klawiaturę. A1200 zdecydowanie wyglądała jak popularny komputer domowy.

A w świecie gier? Nadal problemem była zbyt mała liczba tytułów wykorzystujących chipset AGA. Japończycy ze swoimi konsolami byli o wiele bardziej atrakcyjni. Pozostał jeszcze świat wideo i animacji, w którym A3000, A2000, a nawet odpowiednio dopalona A500 miały rację bytu. Okazuje się, że i tutaj sukcesów nie było. Choć Amigi z chipsetem AGA wykorzystywano do renderingu, nawet A1200, to jednak daleko im było do czasów świetności z przełomu lat 80. i 90. Powiedzmy sobie szczerze: Amiga 1200 nie wyprzedzała swoich czasów tak, jak to się stało w przypadku „pięćsetki”. W sumie, pod pewnymi względami pozostawała nawet z tyłu. I co z tego, że 1200 okazała się modelem drugim pod względem wielkości sprzedaży, skoro i tak pozostała w cieniu wielkiej poprzedniczki.

Początki problemów

Rok 1994 upłynął pod znakiem prób utrzymania firmy Commodore na powierzchni, a powodem zawirowań były chybione inwestycje, których było sporo. Pieniędzy domagali się kredytodawcy, spłat chciał nawet rząd Filipin, gdzie znajdowała się jedna z fabryk Commodore. W kwietniu 1994 roku firma rozpoczęła proces likwidacji. Prawa do używania znaków towarowych kupił niemiecki producent pecetów, czyli Escom – dobrze znamy późniejsze, nieco zmodyfikowane egzemplarze modelu 1200, ze słynnymi stacjami dysków przerobionymi ze zwykłych, pecetowych napędów. Poza tym, zaproponowana przez Escom nowa cena A1200 (np. 399 funtów w Wielkiej Brytanii) była za wysoka, jeśli porównać ją z cenami konsol, takich jak PlayStation albo Saturn. Wkrótce zatem sprzedaż A1200 i wszystkich innych Amig została zakończona.

Nie znaczy to jednak, że Amiga umarła. Wręcz przeciwnie, jeszcze przez wiele lat producenci oprogramowania wydawali setki tytułów zarówno dla leciwej już A500, jak i A1200. Pojawiały się też kolejne profesjonalne programy w wersjach dla chipsetu AGA. To choćby Dekuxe Paint, Lightwave 3D, Scala i wiele, wiele innych. Brak nowego sprzętu nie sprawił więc, że przestało pojawiać się oprogramowanie. Wiele osób twierdzi nawet, że najlepsze gry ukazały się dopiero, gdy nowy sprzęt zniknął ze sklepów. Nie zabrakło też magazynów dla entuzjastów Amigi, których w Polsce było wtedy mnóstwo. Magazyn Amiga, w którym pracowałem przez wiele lat, ukazywał się przecież do okolic 2000 roku, choć akurat ja zakończyłem w nim pracę około 1997 roku, czyli zdecydowanie przed czasem.

Ponad 10 lat po „pięćsetce”

Wróćmy jednak do połowy lat 90. Choć od premiery pierwszej Amigi upłynęła już wtedy dekada, to jednak wielki hity dopiero miały wejść na rynek. Przykładowo słynne Wormsy pokazały się dopiero w 1995 roku. W podtrzymaniu życia Amigi bardzo pomogły też małe, pomysłowe firmy, które nieustannie wypuszczały nowy sprzęt. Na liście znajdziemy choćby napędy CD, bez których trudno było sobie wyobrazić wydawanie nowych gier z doskonałą grafiką. Szczególnie, że nowoczesne konsole korzystały już z płyt kompaktowych. Kolejna sprawa to rozszerzenia pamięci, bo przecież standardowe 2 MB pamięci Chip to trochę mało. Na tym jednak nie koniec, do A1200 jedno po drugim pojawiały się doskonałe karty turbo z procesorami 68030, 68040, 68060, a w końcu także z PowerPC. Dzięki tami przyspieszaczom, w końcu pojawiły się na Amidze gry 3D, choć chipset AGA w żaden sposób nie pomagał w ich tworzeniu. Najpierw był Alien Breed 3D, a później inne klony Dooma. Na liście tytułów z kategorii FPS, która na pecetach miała się coraz lepiej, znajdziemy Alien Breed 3D II, Genetic Species, Breathless – wszystkie działały dobrze, o ile skorzystało się z dodatkowego sprzętu. Mało tego, w końcu na Amidze ukazał się nawet Quake!

Z kolei dzięki napędowi CD, na A1200 można było w końcu bez problemu zagrać w tytuły znane z CD32, które wtedy dostępne były praktycznie za bezcen, bo – jak wiadomo – CD32 okazała się totalną klapą. Stosowanie płyt kompaktowych sprawiało też, że gry zyskały sekwencje wideo, a nawet lepsze efekty dźwiękowe, z mową włącznie. Wielu producentów wydawało swoje gry wręcz tylko w wersji na płytach, a do znanych magazynów zaczęto dołączać kompakty z darmowym oprogramowaniem. Wtedy jeszcze internet nie działał zbyt szybko, a software zwykle ściągało się modemem z wielu istniejących wówczas BBS-ów.

Software’owe eldorado trwało do około 1998 roku. Do tego czasu Team 17, firma którą zna chyba każdy użytkownik Amigi, wydała wspomnianą serię Alien Breed 3D, ale też nowe warianty Wormsów. Developer Bitmap Brothers wypuścił The Chaos Engine 2, a Psygnosis – All New World of Lemmings. Poza tym, pokazały się tysiące programów shareware – entuzjaści Amigi byli chyba najbardziej produktywną grupą w tamtych czasach.

Zresztą, pojedyncze nowe tytuły dla tego komputera pojawiają się do dziś, choć oczywiście nie są dziełem wielkich developerów, lecz ambitnych entuzjastów, którzy za wszelką cenę chcą utrzymać przy życiu swoją ukochaną maszynę. Ceny Amigi 1200 są zresztą dziś bardzo wysokie, co pokazuje, że wiele osób właśnie teraz chce wracać do tamtych czasów. Aż żal, że tak wiele egzemplarzy tego komputera wylądowało na śmietnikach Polski, Europy i świata…

Co po Amidze 1200?

Choć Amiga 1200 jest ostatnim oficjalnym komputerem tej serii, to w praktyce później ukazały się jeszcze kolejne maszyny, które jednak trudno uznać za coś naprawdę nowego. Jedną z takich konstrukcji jest Amiga 4000T pokazana przez Escom w 1996 roku. Była to nieco poszerzona A4000 zamknięta w obudowie typu tower. Co ciekawe, komputer ten zaprojektowano jeszcze w Commodore, tuż przed bankructwem firmy. Amigą 4000T zainteresowali się jednak tylko developerzy i… dziennikarze, który potraktowali ją jako ciekawostkę godną opisania. Podobno ostatecznie sprzedano zaledwie 2 tys. sztuk A4000T.

W późniejszych czasach ponownie próbowano budować komputery pod nazwą Amiga. Żaden z ambitnych zamiarów nie został jednak zrealizowany. Do ciekawostek trzeba zaliczyć konstrukcję AmigaOne z procesorem PowerPC na pokładzie i z zainstalowanym systemem OS4. Projekt ten, choć gotowe komputery pojawiły się na rynku, nie odniósł jednak sukcesu. Szkoda. Tak sobie myślę, czy gdyby Commodore miał więcej fantazji, mógłby skonstruować komputer, który dziś byłby jak konstrukcje Apple’a? Pewnie tak. Potencjał techniczny był ogromny, ale – moim zdaniem – zabrakło śmiałości i konsekwencji.

Kategorie: Blog

1 Komentarz

Bartek Szuster · Lipiec 15, 2019 o 10:13 pm

Smutny to artykuł. Po części dlatego, że opowiadasz losy komputera, który zakończył (pogrzebał) historię firmy Commodore. Symbolicznie zgasił światło i zamknął drzwi… Z tym modelem dla wielu ludzi (w tym mnie) łączą się także smutne wspomnienia odsprzedania Amigi aby przejść na nową platformę… Mimo wszystko jak zawsze świetnie się czytało. PS. Literówka: Dekuxse Paint.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: